18.06.2009 Początek następnej ery - z Green Day o nowej płycie
Aby odnaleźć najważniejszy zespół w Ameryce, trzeba przejechać mostem Bay Bridge z San Francisco do Oakland, ruszyć dalej drogą międzystanową I-880 w kierunku ubogiej okolicy, znanej lokalnie jako Jingletown, skręcić w pewną nijaką ulicę, przejechać przez zabezpieczoną drutem kolczastym bramę, okrążyć stół do ping-ponga i sprzęt do podnoszenia ciężarów, przejść przez kiczowaty, urządzony w polinezyjskim stylu hol, w którym Barack Obama spogląda z powagą z portretu przez przeszklone drzwi, skręcić w kilka korytarzy i – nagle! – znajdujemy się w dudniącym ośrodku dowodzenia Green Day.Na zewnątrz, naprzeciwko parkingu, ściana zapełnia się namalowanym przy pomocy szablonu graffiti w stylu Banksy'ego, stworzonym przez artystę Chrisa Bilheimera. Znajdzie się ono w całości w książeczce dołączonej do "21st Century Breakdown", ósmego albumu Green Day. Na razie graffiti ukazuje idącego ze zwieszoną głową, ściskającego hełm w dłoniach, weterana z Iraku i kobietę zasłaniającą twarz chusteczką z motywem amerykańskiej flagi, która wygląda jak zaimprowizowana maska gazowa. W salonie na górze, Green Day – jego lider Billie Joe Armstrong, basista Mike Dirnt i perkusista Tré Cool – usiłują wyjaśnić znaczenie płyty, której nawet jeszcze nie ukończyli. Parę dni temu Armstrong przyszedł z nową piosenką "Desperate", którą w pośpiechu nagrywają z myślą o dodaniu jej do albumu. Widząc mój plik wydrukowanych tekstów, Armstrong pochyla się z piórem, by nanieść jakieś obmyślone w ostatniej chwili poprawki. Producent Butch Vig wpada z pobliskiego studia, w którym pracuje nad ostatecznym zmiksowaniem materiału. Dosłownie słychać tykanie zegara. "To chyba najtrudniejsza płyta, jaką kiedykolwiek nagraliśmy" – opowiada Dirnt, marszcząc brwi. "Zebraliśmy jakieś nowe pomysły na to, jak podejść do pisania piosenek, ale nie mieliśmy, cholera, pojęcia, dokąd nas to zaprowadzi". "To tak, jak wtedy, kiedy pod koniec maratonu widzisz biegacza, który po prostu pada z nóg, kojarzysz?" – pyta ze swadą Armstrong, którego tlenione kosmyki ukryte są pod granatową, wełnianą "czapką ułatwiającą myślenie". "I wszyscy krzyczą:

