21.05.2009 Kulturowa mieszanka wybuchowa
Lider Zakopowera Sebastian Karpiel-Bułecka opowiada o koncertowym DVD zespołu, występie w Indiach i niebezpieczeństwach śpiewania w spódnicy. Do salonów empiku trafiło właśnie DVD Zakopowera "Koncertowo". To w pewnym sensie podsumowanie dotychczasowej działalności zespołu, rodzaj widowiskowego "Best Of". Czy zespół zmienił się od premiery pierwszego albumu w 2005 r.?Myślę, że dojrzał. Przez cztery lata zagraliśmy mnóstwo koncertów, a DVD koncertowe znacznie różni się od nagrań audio, które przygotowywaliśmy w studiu na nasze płyty. Różni się przede wszystkim energią. Studio w pewnym sensie ogranicza. Brakuje żywego, wspólnego grania. Na DVD "Koncertowo" udało się to uchwycić.Czy można powiedzieć, że Zakopower jest przede wszystkim grupą koncertową?Uważam, że tak. Moim zdaniem zespół o wiele lepiej brzmi na koncertach niż na płycie, co dobrze o nim świadczy. Obecnie można za pomocą komputerów robić takie czary mary, że osoby nieumiejące śpiewać i grać, mogą wydać płytę. Jeśli się materiał poedytuje, poskleja i poprzekleja, wszystko będzie się zgadzało. A koncert oddaje prawdę o tym, jacy to są muzycy, co sobą reprezentują i co potrafią.Na DVD został zarejestrowany bardzo szczególny koncert Zakopowera z wyjątkowymi gośćmi. Czy to jednorazowe przedsięwzięcie?To był jeden jedyny koncert w takim składzie, wyjątkowo rozszerzonym. W Zakopowerze jest w sumie 8 osób, a na scenie pojawiło się 16. ludzi. Zaprosiliśmy naszych przyjaciół jazzmanów: Mateusza Pospieszalskiego, jego syna Marka, który dopiero stawia pierwsze kroki na jazzowej scenie... Jak na pierwsze kroki to jest całkiem dobrze (śmiech). Myślę, że jeszcze nie raz o nim usłyszymy, bo to bardzo zdolny człowiek. Jest też Ziut Gralak, kultowa postać, jeśli chodzi o trąbkę, znany z formacji YeShe. Są też wokaliści z zagranicy: nasz przyjaciel z Konga - Moma "Ricky" Lumanisha, koleżanka z Kuby - Omniris Casuso, są też nasze rodzime góralki, czyli skład mocno egzotyczny. To moim zdaniem mieszanka wybuchowa.Skąd Zakopower czerpie energię w czasie takich koncertów: od publiczności czy przyjaciół, którzy goszczą na scenie?To wypływa z wnętrza. Akurat ten koncert nagrywaliśmy tuż po powrocie z Indii. Byliśmy totalnie zmęczeni, bo podróż trwała wiele godzin, a jeszcze przetrzymano nas na lotnisku i sprawy mocno się komplikowały. Mieliśmy mało czasu na regenerację, a mimo tego udało się wykrzesać z siebie tyle energii, że zagraliśmy tak, jak zagralibyśmy po tygodniowym odpoczynku. Po prostu tacy jesteśmy, tak czujemy muzykę i tak lubimy grać. Dlaczego nie chcieli wypuścić was z Indii? Lecieliśmy Aeroflotem i nasi przyjaciele zza wschodniej granicy stwierdzili, że to nic, że wpuścili nas z określoną ilością bagażu i nie daje nam to prawa, żeby z taką samą ilością bagażu wyjechać z tego kraju. Totalny absurd.Jak wspominasz występy przed publicznością w Indiach?Gramy taką muzykę, która jest bardzo oryginalna i ma smak etniczny, więc jest dobrze odbierana za granicą. Ludzie słuchają tego z wielkim zaciekawieniem i w Indiach było podobnie. Graliśmy w jazzowym klubie Blue Frog. Piękne miejsce. Byłem kompletnie zaskoczony: wśród slumsów stoi klub, którego nie powstydziłaby się żadna europejska stolica. Warszawa nie ma takiego miejsca do grania. Wszystko pięknie zorganizowane, na koncercie mnóstwo ludzi, znakomity odbiór. Po prostu koncert marzeń.Czy po takiej podróży pojawiają się pokusy, żeby wykorzystać we własnej twórczości elementy muzyki etnicznej regionu, który się odwiedziło?Tak, pierwsze, co przyszło mi na myśl, to żeby zrobić następną płytę z muzykami z Indii. Jest jeszcze trochę za wcześnie, żeby szczegółowo o tym mówić.Jakiś czas temu zapowiadałeś też nagrania z muzykami z Senegalu...Temat nagrań z muzykami z różnych krajów cały czas powraca, ponieważ tak naprawdę kultura ludowa całego świata ma ze sobą bardzo dużo wspólnych pierwiastków i świetnie się uzupełnia. Myślę, że moglibyśmy połączyć nasze brzmienie z każdą kulturą ludową świata i dobrze by się to zmiksowało. Kiedy usłyszałem śpiewające kobiety z Senegalu, zaskoczyło mnie, że ich śpiew jest ogromnie zbliżony do tego, co słyszymy na Podhalu. Aż nie chce się wierzyć, że dwa tak odległe regiony mają ze sobą tyle wspólnego. To samo jest z muzyką hinduską. Jak się posłucha ich zawodzących skrzypiec i porówna ze skrzypcami góralskimi, które również są przejmujące i jękliwe, to nic dodać nic ująć: wystarczy to sparzyć i zrobić nową, ciekawą rzecz.Na jakim poziomie następuje porozumienie kulturowe? Emocjonalnym?Myślę, że na wielu poziomach, m.in. emocji i wrażliwości. To jakiś fenomen. Tak to Pan Bóg wymyślił i trudno to wytłumaczyć. Wśród piosenek, które zostały zarejestrowane na DVD, sporo sprawia wrażenie dyskusji z Panem Bogiem. Często się z Nim kłócisz?Cóż ja mogę, biedna wdowa. Z Panem Bogiem się kłócić? Należy przyjmować wszystko, co nam dał, z pełnym dobrodziejstwem i tyle. Możemy się buntować, ale nic nie wskóramy. Jesteśmy za mali, żeby podejmować dyskusję na takie tematy i ja jej nie podejmę.Kalendarz koncertowy Zakopowera na najbliższe miesiące jest już nieźle wypełniony. Po wydaniu koncertowego DVD publiczność może oczekiwać nowego programu.O następnej płycie będziemy myśleli już jesienią tego roku, pora wziąć się do roboty, żeby w przyszłym roku pokazać ludziom coś nowego. Letnie koncerty odbędą się jeszcze z tym repertuarem, który ukazał się na DVD. Będziemy zapraszać gości z tego projektu na nasze występy. Prawdopodobnie nie uda się zmieścić wszystkich na jednym koncercie, ponieważ łączy się to z ogromnymi kosztami, ale będziemy wybierać po jednej osobie i jeździć po Polsce.Koncert zarejestrowany na DVD jest niezwykle widowiskowy: Kubanka między dwiema dziewczynami w strojach podhalańskich wygląda szalenie ciekawie. Twój strój z kolei to kulturowa mieszanka: marynara, góralski pas, kilt bez kraty i glany. Kto wymyśla wam kostiumy?Różnie bywa z tymi strojami. Pomysł spódnicy był mój, glany pojawiły się już na początku działalności zespołu, a wymyślił je niejaki Blaszewski, znany stylista. Wszystko jest dobrze dopasowane do tego, co robimy. W swojej muzyce łączymy kultury, więc przenieśliśmy to także na strój. Dlaczego do szkockiego kiltu nie założyć góralskiego pasa, skoro dobrze to wygląda? Myślę, że nasz wizerunek jest bardzo dobrym dopełnieniem strony muzycznej.Co jest wygodniejsze na koncertach: spodnie czy spódnica?W spódnicy trzeba uważać, żeby za bardzo nie podskakiwać i nie pokazać publiczności tego i owego. W spodniach człowiek jest schowany, więc nie ma takiego ryzyka. Ale spódnica jest bardzo wygodna. Rozmawiała Magdalena Walusiak

