10.10.2008 Chopin nie nazbyt romantyczny - wywiad z Rafałem Blechaczem
Kiedy w 2005 roku Rafał Blechacz triumfował na XV Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim, nikt nie miał wątpliwości, że czeka go wielka kariera. Od tamtego momentu, krok po kroku, podbija swoją muzyką cały świat. Właśnie ukazała się jego druga płyta nagrana dla wytwórni Deutsche Grammophon z sonatami Haydna, Mozarta i Beethovena. Jak zmieniło się pana życie po wygranej w Konkursie Chopinowskim? Całkowicie. Musiało upłynąć trochę czasu od zakończenia Konkursu, zanim zdałem sobie sprawę, co tak naprawdę się stało. Na początku byłem onieśmielony ogromnym zainteresowaniem moją osobą. Wszystko spadło na mnie właściwie z dnia na dzień: zainteresowanie mediów, liczne koncerty, przeróżne oferty współpracy. Trudno mi było odnaleźć się w tym wszystkim. W pewnym momencie zrozumiałem, że spełniło się moje ogromne marzenie. Dzięki wygranej w Konkursie mogę pracować z najlepszymi artystami, grać w najbardziej prestiżowych salach koncertowych, gościć na znakomitych festiwalach. O tym marzy przecież każdy muzyk. Z ogromną pomocą przyszedł wówczas sam Krystian Zimerman, którego kariera, podobnie jak pańska, zaczęła się od wygranej na Konkursie Chopinowskim. Zaraz po Konkursie otrzymałem od Krystiana Zimermana piękny list, w którym nie tylko gratulował wygranej, ale i oferował swoją pomoc zarówno w sferze muzycznej jak i życiowej. Spotkanie z nim było dla mnie ogromnym przeżyciem. Podzielił się ze mną swoimi doświadczeniami, co bardzo mi pomogło. Cały czas jesteśmy ze sobą w kontakcie i wiem, że zawsze mogę liczyć na jego pomoc. Niecałe pół roku po wygranej podpisał pan 5-letni kontrakt z Deutsche Grammophon. Współpraca z tak prestiżową wytwórnią to ogromne wyróżnienie. Ależ naturalnie! Deutsche Grammophon jest firmą, która na rynku muzycznym ma największą siłę przebicia i prestiż. Gromadzi doskonałych artystów i jest dla mnie ogromnym zaszczytem móc przebywać w tak wspaniałym gronie. Co jednak jest istotne, DG daje mi dużo wolności przy wyborze repertuaru. Jest to dla mnie ważne, aby firma, z którą współpracuję, nie ograniczała mojej wolności artystycznej. Pana pierwsza płyta z Preludiami Chopina już miesiąc po premierze uzyskała status platynowej i wszystko wskazuje na to, że już niedługo osiągnie tytuł diamentowej. Platynową płytę odebrałem po koncercie w Poznaniu. Jest to dla mnie ogromna radość, że moja muzyka podoba się ludziom nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Pański drugi album, który właśnie się ukazał, prezentuje repertuar klasyczny. Skąd taki wybór? Spośród ogromnego repertuaru klasycznego wybrałem trzy sonaty: Es-dur Hob. XVI:52 Józefa Haydna, A-dur op.2 nr 2 Ludviga van Beethovena oraz D-dur K.311 Wolfganga Amadeusza Mozrta. Gram je od wielu lat, przygotowywałem je do wcześniejszych międzynarodowych konkursów, mi.n. w Hamamatsu w Japonii. Po wygranej w Konkursie Chopinowskim często włączałem je do swojego koncertowego repertuaru. Ogromną rolę odegrał fakt, że jest to repertuar lubiany przez publiczność i uznany przez krytyków muzycznych. Jest dla mnie ważne, aby nagrywać utwory, które sprawdziłem wcześniej podczas koncertów. Stylistyka klasyczna faktycznie wydaje się bliska pana naturze. Czy przenosi ją pan do innych epok? Styl klasyczny pomaga mi ominąć tendencję zauważalną czasami w interpretacji utworów Chopina, charakteryzującą się pewnym przeromantyzowaniem tej muzyki. Mam świadomość, iż to właśnie utwory klasyczne były dla młodego Chopina źródłem i punktem wyjścia do rozwijania własnego, indywidualnego stylu. Sam pan napisał niezwykle ciekawy komentarz do swojej płyty. Dlaczego? Starałem się ująć w nim najważniejsze dla mnie rzeczy. Chciałem przybliżyć prezentowane utwory melomanom i opowiedzieć o swoich odczuciach, przyczynach wyboru tego repertuaru.Jakie są pana najbliższe plany koncertowe? Już niedługo, bo 4 października, gram trzy koncerty w Stanach Zjednoczonych - Metropolitan Museum i Avery Fisher Hall. Podczas dwóch z nich będą mi towarzyszyć Nowojorscy Filharmonicy. Bardzo się cieszę możliwością współpracy z tak wspaniałą orkiestrą. Oprócz tego odwiedzę Wielką Brytanię, Hiszpanię, Niemcy, Japonię, Francję, i Niderlandy. Czy podczas swoich podróży znajduje pan czas na zwiedzanie?Z przykrością muszę stwierdzić, że nieczęsto. Zwykle nie ma na to czasu. Ostatnio wróciłem z Włoch, które urzekły mnie swoim pięknem. Żałowałem jednak, że nie udało mi się dokładnie zwiedzić Florencji. W jaki sposób najlepiej się pan relaksuje? Uwielbiam jazdę samochodem. Słucham wówczas mnóstwo muzyki. Swoją płytę po raz pierwszy odsłuchałem właśnie podczas jazdy samochodem. Lubię również poczytać dobrą książkę.Czy w pańskim samochodzie można usłyszeć inne gatunki muzyczne?Bardzo lubię Georga Gershwina. Moja siostra podsuwa mi też różne muzyczne nowości, dzięki niej jestem na bieżąco, szczególnie, jeśli chodzi o polską muzykę rozrywkową. Kiedy będzie można usłyszeć pana w Polsce? Zapraszam 20 i 21 marca 2009 roku do Filharmonii Narodowej w Warszawie. Zagram wówczas IV Koncert fortepianowy Ludwiga van Beethovena. Czy są już plany na następne nagrania?Owszem, w 2010 planuję nagrać Koncerty fortepianowe Fryderyka Chopina. Już wiem, że będzie mi towarzyszyć znakomita orkiestra ze wspaniałym dyrygentem. Nie chcę jednak zdradzać szczegółów. Chciałbym zrobić wielbicielom muzyki miłą niespodziankę. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała Magdalena Todynek

