03.10.2008 Sarabanda dla trojga
Co się może zdarzyć, "gdy się zejdą raz i drugi" sfrustrowana 40 - letnia gospodyni domowa i porzucony przez żonę neurotyczny muzyk - wiolonczelista? Może z tego wyjść kanwa do ciekawej opowieści. Tragifarsa "Ucho Van Gogha" opowiada taką właśnie historię. O spotkaniu dwojga dojrzałych ludzi, których uwiera zarówno przeszłość (pełna niespełnionych marzeń), jak i odbiegająca od ich oczekiwań teraźniejszość. Opowiada ją z biglem, inteligentnie, miejscami bardzo zabawnie, a momentami wzruszająco. Ona (Jolanta Fraszyńska) jest przykładną gospodynią domową, której pasją jest hodowla róż oraz dziecka i męża takoż. Zacna ta niewiasta przeżywa właśnie kryzys wieku średniego. Tenże, przyznajmy, przykry stan ducha urozmaica ona sobie amatorskim pisaniem wierszy o rozkoszach miłości zawartej w kontekście… hodowli róż. On (Michał Żebrowski) marzył o orkiestrze von Karajana, a wylądował w podrzędnym zespole muzycznym. Jest samotny, ponieważ żona go opuściła dla "kochasia, z którym poszła w siną dal". Swoje rozgoryczenie topi w muzycznych frazach sarabandy Bacha, którą uporczywie wygrywa na wiolonczeli co wieczór. No i jest jeszcze nieczuły mąż (Piotr Machalica), wprawdzie przeważnie fizycznie nieobecny na scenie, ale stanowiący oś wydarzeń, a może nawet swoiste deus ex machina spektaklu. W tymże, skądinąd całkiem możliwym w realnym życiu, trójkącie rozgrywa się cała historią, którą w dodatku, niczym letni serwis informacyjny, ożywia… trup. Widz, który zagości w Teatrze Bajka na "Uchu van Gogha" zostanie uraczony solidną dawką rozrywki na naprawdę przyzwoitym poziomie. Sztuka dostarczy mu niemało powodów do śmiechu, który jednak raczej nie zamieni się w rechot (chociaż trzeba uczciwie powiedzieć, że nieco rubasznej wesołości publiki prowokują niekiedy padające ze sceny niecenzuralne słowa). Ale tak jak w życiu, to co bywa nieodparcie zabawne staje się czasami rozdzierająco smutne. I takie właśnie jest "Ucho van Gogha" - umiejętnie balansujące między śmiechem, a płaczem. Jego bohaterowie w swoich marzeniach, życiowych rozczarowaniach i śmiesznostkach są bardzo ludzcy. Właściwie każdy znajdzie w tym spektaklu swój kawałeczek prawdy. Niejeden być może pokusi się nawet o refleksję na temat własnego życia…?Spektakl ma znakomite tempo. Widz nie znajduje czasu, aby się nudzić, a aktorzy z werwą wcielają się w grane przez siebie postacie. Jolanta Fraszyńska trzyma swój dobry poziom, natomiast Piotr Machalica jak zwykle jest klasą samą w sobie. Największe zaskoczenie czeka tutaj zapewne wielbicieli talentu Michała Żebrowskiego, zwłaszcza tych, którzy znają go głównie z filmu. Grany przez niego niespełniony muzyk - wiolonczelista znacząco bowiem odbiega od wizerunku jaki się powszechnie przypisuje temu aktorowi. I trzeba powiedzieć, że Żebrowski dobrze sobie radzi z tym aktorskim zadaniem. Tym trudniejszym, że wymagającym talentu komediowego i poczucia humoru na własny temat.Aby jednak nie było za słodko trzeba do tego miodu dorzucić łyżkę dziegciu. Chwilami nieco razi zbytnia nerwowość aktorów dająca wrażenie przerysowania postaci. Jest to jednak zupełny drobiazg, mało znaczący dla wartości sztuki, która jako całość jest przedsięwzięciem udanym i z pewnością bardzo szybko zdobędzie popularność u warszawskiej publiczności. Zwłaszcza, że jest to jedyna okazja, aby na teatralnej scenie zobaczyć żywe rybki. Iza JarskaFred Apke "UCHO VAN GOGHA" (Das Huhn auf dem Ruecken) Reżyseria i Inscenizacja Eugeniusz KorinScenografia Paweł DobrzyckiKostiumy Izabela WądołowskaTłumaczenie Marta KlubowiczWystępują: Jolanta FraszyńskaMichał ŻebrowskiPiotr MachalicaTeatr Bajka, WarszawaPremiera 4 października (sobota), godz. 19.30Spektakl pod patronatem empiku.

